Jesteś tutaj: Strona Główna » Wiadomości » Prosto z rynku
Live Chat Software


Newsletter
Bezpłatne "Wiadomości e-petrol.pl" na Twoją skrzynkę e-mail
Administratorem Danych Osobowych jest...

W Europie może zniknąć nawet 10 rafinerii

e-petrol.pl
2014-07-17 / 09:55
W Europie może zniknąć nawet 10 rafinerii

Wysokie ceny ropy, niskie marże przerobowe, spadające zyski z diesla, kurczący się popyt na benzynę, groźna konkurencja na Wschodzie. Europejskie rafinerie znalazły się pod niespotykaną dotąd presją. Będą musiały wyłączyć 15 proc. mocy produkcyjnych?


Przemysł rafineryjny na naszym kontynencie od kilku już lat walczy ze słabnącym popytem i nadpodażą mocy produkcyjnych. Wojnę na razie przegrywa. W efekcie od 2009 roku zamknięto już 20 rafinerii, ale kryzys, w jakim znalazła się europejska branża, może doprowadzić do kolejnych likwidacji zakładów tego typu.

Rafinerie do zamknięcia

Tylko w tym roku węgierski MOL wyłączył swoją rafinerię Mantua w północnych Włoszech, a Murphy Oil wstrzymał przerób w walijskiej rafinerii Milford Haven. Teraz poszukuje kupca na swoje brytyjskie aktywa. Coraz głośniej też o planach ENI zamknięcia połowy mocy rafineryjnych we Włoszech. Obraz dopełnia trudna sytuacja w jakiej znalazły się należące do Orlenu Możejki. Litewskie media wieszczą, że rafineria może zostać zamknięta jeszcze w tym roku. Dziennik „Lietuvos Rytas” groźbę bankructwa wiąże z rezygnacją Amerykanów z kupowania paliwa Orlen Lietuva (do USA płynęło około połowy produkcji Możejek). Problemy z dostawą na rynek amerykański to efekt łupkowego boomu za oceanem. Ale do problemów na Litwie przyczynił się też kryzys ukraiński (na tamtejszy rynek trafiało paliwo Orlenu). Do strat spółki (w 2013 r. Orlen Lietuva straciła 94,3 mln dol. netto) przyczyniły się dodatkowo kłopoty logistyczne (wysokie opłaty kolejowe, brak możliwości dostaw ropy rurociągiem i konieczność kosztowego importu drogą morską). PKN Orlen na razie ograniczył moce produkcyjne w Możejkach. Instalacje działają na 58 proc. możliwości (w I kw. 2013 r. było to 98 proc.). W ciągu roku wolumen sprzedaży w segmencie rafineryjnym spółki skurczył się o 15 proc.

Z trudną sytuacją rynkową zmaga się jednak cała branża naftowa. – Spowolnienie gospodarcze w krajach Unii Europejskiej, nadpodaż mocy rafineryjnych, kontrowersyjna polityka klimatyczna, a także rosnąca konkurencja producentów paliw z Rosji i Bliskiego Wschodu oraz rewolucja łupkowa w USA spowodowały, że sytuacja europejskiego sektora naftowego w ciągu ostatnich lat stała się niezwykle trudna. Z uwagi na kurczące się marże biznes przestał być tak opłacalny, jak jeszcze dekadę wcześniej. Niska rentowność sektora sprawiła, że wiele firm sprzedaje lub likwiduje swoje aktywa rafineryjne – tłumaczą w biurze prasowym płockiego koncernu.

Problem z nadpodażą

W Polsce jesteśmy jednak w bardziej komfortowej sytuacji niż reszta Europy, gdyż nasze rafinerie są stosunkowo młode, nowoczesne i pomimo spadku marż rafineryjnych, mają rosnący rynek zbytu na swoje produkty. Polskie rafinerie są w dodatkowo lepszej sytuacji, bo zarabiają na różnicy między ropą rosyjską (Ural) a ropą Brent. Jednak i ta poduszka importowa (dyferencjał) stała się znacznie cieńsza (z danych PKN Orlen wynika, że w I kwartale marża rafineryjna i dyferencjał Brent/Ural spadły w sumie o 3,1 dol./b – z 5,8 do 2,7 dol.). W Lotosie nie ukrywają, że sytuacja segmentu rafineryjnego nie jest komfortowa. Modelowa marża rafineryjna gdańskiej spółki za I kwartał spadła rok do roku o 45 proc. Mimo to była wyższa niż europejski benchmark oraz średnia dla konkurencyjnych zakładów.

Europejskie rafinerie mają kłopot bo są skazane na import drogiego surowca i nie mają takich przewag jak rafinerie posiadające dostęp do taniej ropy w USA czy na Bliskim Wschodzie. Właśnie tam ruszyły ogromne inwestycje w nowe moce rafineryjne, które mogą zmieść europejski przemysł naftowy. Mówi się o uruchomieniu nowych mocy w latach 2013-2017 na poziomie ponad 430 mln ton. Tymczasem szacuje się, że globalny popyt na ropę już dziś jest o 35 proc. niższy od podaży.

Dodatkowo rewolucja łupkowa nie pozwala patrzeć optymistycznie na przemysł naftowy na naszym kontynencie. Zagrożeniem są też plany modernizacyjne rosyjskich instalacji przerobowych.

Analitycy nie mają wątpliwości, że w tym i przyszłym roku nie dojdzie do znaczącej poprawy marż. Europejskie rafinerie przez długie lata koncentrowały się głównie na produkcji benzyn, po zmianie potrzeb rynkowych i wzroście zapotrzebowania na ON ruszył eksport benzyn do USA. Dziś Ameryka nie potrzebuje jednak paliwa z Europy.

Wygrywają rafinerie, które mają mniejsze koszty i są najefektywniejsze. Te w Europie z reguły są stare i dawno niemodernizowane. Ostatnią rafinerią od podstaw wybudowano na naszym kontynencie prawie trzy dekady temu. Gdyby tego było mało nadwyżki paliw z rafinerii azjatyckich lokowane są na terenie UE, co dodatkowo pogarsza kondycję firm paliwowych w tym regionie.

Gra o przetrwanie

Jeszcze w 2005 r. europejskie rafinerie wykorzystywały 90 proc. swych mocy. Dziś już tylko 80 proc. Analitycy twierdzą, że by zbalansować rynek, w ciągu najbliższych 4 lat należałoby zamknąć kolejne 15 proc. europejskich mocy przerobowych. To oznacza, że z gry musiałoby wypaść jeszcze nawet 10 średniej wielkości rafinerii. Szacuje się, że produkcja rafinerii z regionu Morza Śródziemnego tego lata spadnie o jedną czwartą. Zakłady naftowe w północno-zachodniej części naszego kontynentu ograniczą z kolei produkcję o około 15 proc. – Nadpodaż mocy rafineryjnych w Europie czy kurczące się marże wpłynęły na niską rentowność segmentu rafineryjnego. Wyłączenia kolejnych rafinerii poprawiają warunki działania pozostałym tego typu obiektom. Toczy się swoista gra o przetrwanie – podkreślają w Orlenie.

Matti Lehmus, wiceprezes fińskiego koncernu Neste Oil, wskazuje, że ze słabnącymi marżami mamy do czynienia od miesięcy. – To ma związek głównie z dekoniunkturą na rynku diesla – przekonuje w rozmowie a agencją Reuters.

Widoczne są nadwyżki diesla w Europie. Zdaniem Carla Srenberga z rady nadzorczej koncernu BP, to efekt nie tylko mniejszego zużycia, ale również wzrostu udziału biopaliw w paliwach.

W Europie marże na produkcji diesla znalazły się na najniższym poziomie od dwóch lat i sięgają 10 dol. za baryłkę. Paliwo w coraz większym stopniu napływa z rafinerii amerykańskich, rosyjskich a nawet azjatyckich. Import z USA w maju sięgnął około 2 mln ton i według zapowiedzi wzrośnie latem. Analitycy przekonują, że marże na dieslu – z uwagi na rosnące moce produkcyjne w Azji i na Bliskim Wschodzie – jeszcze przez kilka lat pozostaną w Europie pod presją.

Szansą strefa wolnego handlu

W czerwcu produkcja paliw w europejskich rafineriach osiągnęła około 10,76 mln baryłek dziennie. To 76 proc. mocy przerobowych tych instalacji – podaje firma konsultingowa Wood Mackenzie. Dla porównania rok wcześniej przerób ropy wyniósł 11,99 mln b/d. Choć produkcja – według prognoz – wzrośnie w lipcu i osiągnie poziom 11,12 mln b/d (prawie 79 proc. mocy przerobowych), to i tak będzie to o 1,02 mln b/d gorszy wynik niż w analogicznym okresie 2013 r. Wówczas rafinerie wykorzystywały 85,7 proc. swoich mocy. Szacuje się, że w sierpniu europejskie rafinerie zwiększą produkcję do 11,35 mln baryłek (80,4 proc. mocy), jednak różnica do wyników osiąganych w roku ubiegłym wciąż będzie znacząca (w sierpniu 2013 r. przerób sięgał prawie 12 mln b/d). – Kiedy marże są takie jak dziś, ratunkiem jest zamykanie instalacji. Znaleźliśmy się w punkcie zwrotnym – mówi cytowany przez agencję Reuters Marcel Van Poecke, dyrektor zarządzający Carlyle International Energy Partners.

Utrzymujące się wysokie ceny surowca w regionie mocno zaważyły na marżach rafineryjnych. Rafinerie w północno-wschodniej Europie generują 2 dol. zysku na baryłce (dane dotyczą maja). W przypadku rafinerii śródziemnomorskich jest to już tylko 12 centów. To sprawiło, że wiele zakładów zaczęło poszukiwać tańszej alternatywy dla dotychczasowych źródeł dostaw surowca. W ostatnich tygodniach coraz więcej tankowców pojawiło się w Europie z egzotycznymi gatunkami surowca. Przypływają dostawy ropy Vasconia z Kolumbi, Maya z Meksyku, czy Oriente z Ekwadoru. Napływ ropy z Ameryki Łacińskiej do Europy w ciągu ostatniego roku wyraźnie rośnie, co jest m.in. konsekwencją spadku zamówień importowych ze strony Stanów Zjednoczonych. Ameryka Północna produkuje coraz więcej własnej ropy i ta wkrótce również w coraz większym stopniu zacznie trafiać na nasz kontynent. Hiszpański Repsol w czerwcu testował pierwszą partię ropy z Kanady. WTS (ropa gatunku Western Canada Select) ma być eksportowana z portów w USA. – Europejskie rafinerie muszą szukać alternatywy. Mają do tego okazję, bo na rynku pojawiają się dostawcy z Kanady i Ameryki Łacińskiej – podkreśla cytowany przez Reutersa David Wech, dyrektor zarządzający wiedeńską firmą konsultingową JBC Energy.

Eksperci twierdzą, że zdjęcie ograniczeń eksportowych z USA sprawi, że pojawi się nowe, potężne źródło dostaw ropy naftowej. To może być szansa dla Europy. – Obecnie USA korzystają na niższych cenach energii, ale też i niższych cenach ropy z powodu zakazu eksportu ropy i gazu, której podaż w USA rośnie. Tańszy surowiec i tańsza energia powodują, że amerykańskie rafinerie uzyskują nadzwyczajne marże w stosunku do rafinerii europejskich. Jeśli powstanie strefa wolnego handlu i zostanie zniesiony zakaz eksportu ropy i gazu, ceny ropy się wyrównają i zniknie przewaga rafinerii USA z tego tytułu, co poprawi pozycje konkurencyjną europejskich rafinerii – zapewniają w Orlenie.

Niektóre obrazy czy zdjęcia znajdujące się na tej stronie są własnością 123RF Limited, ich współpracowników lub licencjonowanych partnerów i zostały udostępnione za ich zgodą.
Te obrazy czy zdjęcia nie mogą być kopiowane lub pobierane bez zgody 123RF Limited.

Dokument bez tytułu